Zacznijmy od czegoś łatwego i codziennego. Masło. Można zakupić w sklepie, można też zrobić samemu. Pomówimy o obu możliwosciach. Pomijam oszustwa w postaci 'miksów tłuszczowych', 'dobrych do smarowania' czy 'dobrych śmietankowych', które to masło skutecznie imitują jedynie swoją szatą graficzną. Wybór prawdziwego masła, gdzie tłuszcz mleczny stanowi przynajmniej 82%, jest spory. Jednak masło masłu nierówne. Próbowałem wielu, mam wrażenie, że większości dostępnych. I doszedłem do wniosku, że toleruję jedynie trzy sztuki: "Masło staropolskie" firmy Lacpol
w cenie około 22zł/kg; Lurpak w cenie 26zł/kg oraz "Masło Irlandzkie" produkowane przez Kerrygold
w cenie grubo ponad 30zł/kg.
Najlepszym jest "Masło staropolskie" jednak jest piekielnie trudno dostępne w Bydgoszczy. W niektórych delikatesach po prosu bywa kosztując w granicach 4,20-4,70zł za kostkę 200g. Duński i Irlandzki produkt jest powszechnie dostępny, ale kosztowny. Lurpak bywa jednak w promocjach nawet za 3,70zł/kostka 200g. Z tych dwóch lepszy jest jednak Kerrygold. Bardzo śmietankowy i puszysty. Widząc jednak Lacpola radzę chwytać własnie jego. Relacja cena/jakość bezkonkurencyjna.
No dobra. Nie tak zupełnie bezkonkurencyjna.
Pamiętajmy, że masło można zrobić samemu. I ja tak własnie robię od dobrych 3 lat. Procedura jest bajecznie łatwa. Najtrudniejszą częścią jest jednak namierzenie miejsca gdzie można kupić prawdziwą, świeżą śmietanę od "baby" lub "chłopa". Takich miejsc w Bydgoszczy nie brakuje. Sprzedawane są w półlitrowych butelkach szklanych, zwykle po wódce. Koszt 4zł/szt. Do wytworzenia 1kg prawdziwego, niebarwionego, nieprzetworzonego, naturalnego, aromatycznego, niebiańsko smacznego i zdrowego masła potrzebujemy 5 takich butelek. 20zł za kilogram masła tak dobrego jak to tylko możliwe, to żaden wydatek. Do tego musimy zainwestować około 10 minut własnego czasu.
Śmietanę przelewamy do naczynia z pokrywką, jej resztki ze ścianek butelek wypłukujemy odrobiną wody (najlepiej butelkowej). Odstawiamy garnek na 5-6 dni w zależności od temperatury otoczenia. Całość musi bardzo mocno skwaśnieć. Masa po tym czasie rozwarstwi się i na jej powierzchni pojawi się woda. Można ją odlać ostrożnie przed następnym krokiem. Teraz w ruch idzie mikser ze zwykłymi mieszadłami jak do ciasta. Włączamy go na 4-6 minut na pełnych obrotach. Masło zacznie się materializować już w pierwszych minutach. Po tym czasie w naczyniu znajdziemy zbite grudy masła oraz maślankę, którą można śmiało zlać i wypić. Po odlaniu płynu masło płuczemy w zimnej wodzie mieszając i wyciskając dłonią (pracując w garnku). Po wypłukaniu maślanki, która jest kwaśna i pogarsza smak masła, wkładamy mase do korytek i ... smacznego!
Uwaga! Śmietana pozostawiona w butelce może ją rozerwać, a jeśli odkręcimy zakrętki to wykipi.
Lacpol pomimo, że najlepszy z komercyjnie dostępnych, nie nawiązuje nawet kontaktu wzrokowego z masłem wykonanym samemu.
Polecam.
środa, 10 listopada 2010
Zaniedbanie
Pajęczyny i warstwa kurzu na dwa palce.
Życie prywatne zmusiło mnie do blisko rocznej przerwy w pisaniu. A dopiero co zacząłem.
Obiecuję poprawę.
Wkrótce.
Życie prywatne zmusiło mnie do blisko rocznej przerwy w pisaniu. A dopiero co zacząłem.
Obiecuję poprawę.
Wkrótce.
środa, 6 stycznia 2010
Cena = jakość?
Jak pokazuje praktyka, nie zawsze. Jednak mając to równanie na uwadze podczas kupowania nowego dla nas produktu, zmniejszymy prawdopodobieństwo wdepnięcia na minę.
Tańsze wino może się jednak okazać zdecydowanie lepsze niż np. dwukrotnie droższa butelka tego trunku. Dwa stojące obok siebie sery w różnych cenach mogą być identycznymi produktami (ten sam producent), ale z inną etykietą. Bardzo droga, toskańska oliwka z oliwek (ze znaczkiem DOP) nie musi być lepsza od jej znacznie tańszego odpowiednika z Hiszpanii.
Ponownie zalecam czujność i przypominam, że skrupulatne czytanie informacji na etykietach i porównywanie produktów to nie hańba. Unikniemy dzięki temu nie tylko kupienia czegoś gorszej jakości ale również zbędnego wydania większych pieniędzy za coś co nie jest tego warte.
Tańsze wino może się jednak okazać zdecydowanie lepsze niż np. dwukrotnie droższa butelka tego trunku. Dwa stojące obok siebie sery w różnych cenach mogą być identycznymi produktami (ten sam producent), ale z inną etykietą. Bardzo droga, toskańska oliwka z oliwek (ze znaczkiem DOP) nie musi być lepsza od jej znacznie tańszego odpowiednika z Hiszpanii.
Ponownie zalecam czujność i przypominam, że skrupulatne czytanie informacji na etykietach i porównywanie produktów to nie hańba. Unikniemy dzięki temu nie tylko kupienia czegoś gorszej jakości ale również zbędnego wydania większych pieniędzy za coś co nie jest tego warte.
wtorek, 5 stycznia 2010
Przedmordzie
Czyli krótko o sytuacji miłośników dobrego jedzenia w Polsce.
Okazuje się, że w obecnych czasach smakosze nie muszą czuć się pokrzywdzeni. Wybór wysokiej jakości, zdrowych produktów jest, i to spory, ale… No właśnie. Ale. Nie wszędzie i nie tanio.
Jednakże już średniej wielkości miasto, a dokładniej, popularne i duże hipermarkety mogą nakarmić nas bardzo przyzwoicie. Oczywiście oferują one również produkty tak podłej jakości, że poświęcanie im więcej słów byłoby zwykłym marnotrawstwem. Tak więc zalecam czujność i zachęcam do poświęcenia więcej uwagi temu co wkładamy do koszyka. Samo tylko rzucenie okiem na cenę i nazwę producenta to zdecydowanie za mało. Oczywiście jednak nie wszędzie wszystko. Osobiście w dużych marketach staram się nie kupować mięsa (w tym wędlin) i pieczywa. Po te lepiej udać się do małego sklepu stojącego gdzieś w cieniu rzucanym przez mury wielkich marketów. Łatwo oczywiście nie będzie, ale warto dołożyć starań podczas poszukiwań. Chcąc jednak nabyć wino, ser, sosy, dodatki itp., warto skierować swe kroki do tzw. galerii handlowych. To tam, w przeciwieństwie do sklepów osiedlowych, znajdziemy przekrój przez produkty niemal każdej klasy jakościowej.
To tak w ogólnikach. Na konkretnych przykładach i produktach postaram się skupić w niedalekiej przyszłości.
Okazuje się, że w obecnych czasach smakosze nie muszą czuć się pokrzywdzeni. Wybór wysokiej jakości, zdrowych produktów jest, i to spory, ale… No właśnie. Ale. Nie wszędzie i nie tanio.
Jednakże już średniej wielkości miasto, a dokładniej, popularne i duże hipermarkety mogą nakarmić nas bardzo przyzwoicie. Oczywiście oferują one również produkty tak podłej jakości, że poświęcanie im więcej słów byłoby zwykłym marnotrawstwem. Tak więc zalecam czujność i zachęcam do poświęcenia więcej uwagi temu co wkładamy do koszyka. Samo tylko rzucenie okiem na cenę i nazwę producenta to zdecydowanie za mało. Oczywiście jednak nie wszędzie wszystko. Osobiście w dużych marketach staram się nie kupować mięsa (w tym wędlin) i pieczywa. Po te lepiej udać się do małego sklepu stojącego gdzieś w cieniu rzucanym przez mury wielkich marketów. Łatwo oczywiście nie będzie, ale warto dołożyć starań podczas poszukiwań. Chcąc jednak nabyć wino, ser, sosy, dodatki itp., warto skierować swe kroki do tzw. galerii handlowych. To tam, w przeciwieństwie do sklepów osiedlowych, znajdziemy przekrój przez produkty niemal każdej klasy jakościowej.
To tak w ogólnikach. Na konkretnych przykładach i produktach postaram się skupić w niedalekiej przyszłości.
poniedziałek, 28 grudnia 2009
No to się zaczęło
Niniejszy blog powstał któregoś całkowicie niezwyczajnego dnia. Niezwyczajnego, bo okraszonego świeżym opadem śniegu, co pomimo zimy, nie jest zjawiskiem tak oczywistym jak niegdyś.
Powstał, ponieważ żółta karteczka, którą nosiłem w portfelu, a na której notowałem udane lub nieudane zakupy, rozrosła się do rozmiaru B5, by później przybrać postać gęsto zapisanego arkusza A4. W tym momencie przestała mieścić się w portfelu, a zapiski przybrały postać elektroniczną.
Skromne notatki pierwotnie miały mi przypominać o tym, który produkt warto zabrać do domu, a który powinien pozostać na sklepowej półce. Z biegiem czasu notatki przeistoczyły się w małą bazę wiedzy. Postanowiłem więc, że skoro drobne zapiski pomagają mi we właściwym wyborze, to jest szansa, że i dla kogoś z Was informacje te okażą się użyteczne. Czego i sobie i Wam życzę.
Miłej lektury i smacznego!
Powstał, ponieważ żółta karteczka, którą nosiłem w portfelu, a na której notowałem udane lub nieudane zakupy, rozrosła się do rozmiaru B5, by później przybrać postać gęsto zapisanego arkusza A4. W tym momencie przestała mieścić się w portfelu, a zapiski przybrały postać elektroniczną.
Skromne notatki pierwotnie miały mi przypominać o tym, który produkt warto zabrać do domu, a który powinien pozostać na sklepowej półce. Z biegiem czasu notatki przeistoczyły się w małą bazę wiedzy. Postanowiłem więc, że skoro drobne zapiski pomagają mi we właściwym wyborze, to jest szansa, że i dla kogoś z Was informacje te okażą się użyteczne. Czego i sobie i Wam życzę.
Miłej lektury i smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)